Holi – swieto radosci i wiosny dla Hindusow. Upamietnia dla nich legendarne spalenie pani demon (nie moge dojsc do zenskiej formy tego slowa, chyba go nie ma – co kochane Panie jest znaczace J) o imieniu Holika. Otoz Holika byla zupelnie niepalna i podstepem probowala zgladzic za pomoca ogniagorliwego czciceila Wisznu (jednego z glownych bogow w Hinduizimie). Na wspomnienie tego wydarzenia w sobote byly palone olbrzymie ogniska ze specjalnego drewna - ktore bylo suszone juz kilka tygodni wczesniej. Pierwszy dzien, oprocz ceremonii religijnych (w ktorych udzialu nie bralam) oraz palenia ognisk wieczorem, nie dostarcza tak wielu atrakcji jak dzien drugi, nazywany tez Dhulheti. Wtedy wlasnie ludzie 'koloruja sie wzajemnie, intensywnie barwionym proszkiem oraz kolorowa woda - z reguly po prostu mieszanka proszku i wody.
Ciekawym jest, ze u nas pali sie Marzanne na dzien wiosny i tu tez tradycyjnie pali sie ogniska - wprawdzie bez symbolicznego wrzucania postaci do niego, ale wciaz w pamieci pozostaje historia kryjaca sie za tym rytualem :)
Dla mnie sobotnie Holi bylo raczej w stylu europejskim - sotkalismy sie ze znajomymi na impezie. W Iniach takie spotkania maja dodatkowy urok poniewaz bawilismy sie na dachu w domu jednej z kolezanek. Dla mnie ten dzien mial dodatkowa atrakcje bo uwaga, uwaga... prowadzilam skuter po indyjskiej ulicy!!! Nie wiem jak wielu z Was zdaje sobie sprawe jak to tu wyglada. Otoz ulice sa zapchane, glownie motorami, skuterami i rikszami. Kazdy porusza sie w dowolnie wybranym kierunku, niekoniecznie zgodnie z kierunkiem ruchu (ja tez...), wszyscy trabia (ja z ekscytacji oraz z braku wiedzy gdzie znalezc trabiszon uzywalam mojego pieknego glosu w celu oznajmienia innym na drodze, ze tez tam jestem :) A jak do tego doszlo. Spotkalismy sie w czworke (przed impreza) KK, Ankur, Atri i ja (bedaca pasazerem na skuterze KK'a). Po czym okazalo sie, ze Ankur mial wziac glosniki, ale tego nie zrobil - a impreza bez glosnikow jest co najmniej srednia, wiec po chwili rozmowy on i KK zdecydowali ze pojada razem wziac te glosniki (ja oczywiscie nic nie zrozumialam z ich rozmowy). KK: Wiesz jak prowadzic skuter; ja: tak (bo jakies 8 lat temu raz prowadzilam w Polsce i pamietam ze bylo to latwe); KK: To wez moj i jedzcie; ja: CO??? Dajsze mi swoj skuter i chcesz zebym prowadzila TUTAJ?, KK: Tak; ja: a co jak cos sie stanie lub go zepsuje? KK: Nie rob tego. I pojechali :) Takze przezywszy jezdzenie w Indiach moge juz prowadzic wszedzie - gorszych warunkow juz nie znajde :) A tak wogole to musze Wam powiedziec, ze drogi w Indiach sa porownywalne do tych w Polsce wiec przynajmniej to nie bylo zaskoczeniem :)
Nastepnego dnia rano obudzil mnie telefon - Nishal (kolega z pracy) dzwonil z pytaniem czy ide z nimi obchodzic Holi. Ja wymruczalam cos, nie wiedzac jaka decyjze podjac, bo poprzedniego dnia zostalam zaproszona tez na inna impreze. Wiec pol godziny pozniej 5 facetow z mojej pracy pojawilo sie u mych drzwi, cali juz kolorowi i wyciagaja mnie na dwor. Takze po 15 minutach niewiele sie roznilam od nich w kwestii ilosci pylu na twarzy, we wlosach, na ubraniu, itd. Specjalnie na Holi kupilam sobie biala kurte (tradycyjna indyjska bluzka dluga az do kolan); mialam tylko problem z wyborem dolu - bo wiedzialam ze po wszystkim ubrania juz sa do wyrzucenia, wiec w koncu wystapilam w spodniach od pizamy i wyzej wspomnianej kurcie, co razem tworzylo dosc ciekawa kompozycje. Na szczescie nie bylam jedyna wygladajaca 'ciekawie' osoba :), a po chwili juz trudno bylo powiedziec co mam na sobie wiec wybor okazal sie nie najgorszy :)
Spedzilismy okolo 2 godzin jezdzac po miescie i spotykajac innych znajomych, z ktorych kazdego trzeba bylo pokolorowac. Zabawa wysmienita - polecam jak najbardziej :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz